Każda obserwacja na temat mojego życia przywołuje na myśl nieodzowne 'to już kiedyś było'.
Zawsze mam takie wietrzne i zimne gdańskie popołudnia. Zawsze rozmyślam gdy jestem znudzona nawałem pracy. Niektóre rzeczy się nie zmieniają.
Inne tak. Ostatnio zaniedbuję się bardziej niż zwykle. Kolejna, zbyt długa przerwa od rzeczywistości kwituje potwornym zabieganiem, ale jeszcze nie teraz, jeszcze nie dzisiaj. Powrót będzie trudniejszy niż poprzednimi razy.
Czasami myślę, że utrudniam sobie na przekór, ale ta świadomość szybko ulatuje z pierwszymi jesiennymi liśćmi i pustymi kartkami na egzaminach.
I ja z nimi, jak co dzień.
Ze wszystkich rzeczy, których nie robię, najbardziej szkoda mi tych chwil, o które nie walczę.
Wszystko tak przecieka przez palce kiedy masz dwadzieścia parę lat, sypiącą się karierę i brak czasu na cokolwiek.
Wieczorami tylko siadam przy oknie opatulona w koty i herbatę, i rozmyślam o wszystkim, co zostawiłam za sobą.
Dzisiaj też. A rano się obudzę i nic nie będę z tego pamiętać.
Codzienny rytuał chodzenia na palcach wokół wspomnień i pragnień.